Radość Pisania – Magdalena Genow-Jopek

Moje książki

Radość Pisania

Złodziejka matek

Premiera w 2025 roku w wydawnictwie Biuro Literackie.

Tak o książce opowiada Anna Cieplak:

Debiut prozatorski Magdaleny Genow trafia prosto w serce współczesności.

Myślę, że bezpardonowo, bez szczypania się, bez kompleksów próbuje rozpoznać, jakie są współczesne bolączki klasy średniej. I to nie tej, która jest opisywane w ramach clickbaitów o tym, jak to młodzi dorośli nie radzą sobie na rynku pracy i nie chcą wchodzić w relacje, tylko opowiada o relacji między główną bohaterką, jej mężem i jej licznymi matkami.

No właśnie, kiedy słyszymy „liczne matki” to co pod tym może się kryć? Otóż Genow przeprowadza nas przez studium społecznych relacji, pokazując, że często nasze więzi rodzinne dane nam z powodu urodzenia podlegają licznym wstrząsom, ale nie oznacza to oczywiście tylko reakcji oczywistych, to znaczy pokazuje nam, jak w wielu przypadkach sytuacja, w której się znaleźliśmy nie jest zdeterminowana tylko i wyłącznie doświadczeniami dzieciństwa, ale w dużym stopniu wiąże się z tym, jak otoczenie społeczne wpływa na nasze aspiracje, dążenia, cele.

Jej główna bohaterka, protagonistka jest postacią, która z jednej strony może budzić współczucie, z drugiej strony może budzić sympatię, z trzeciej może również też irytować. I wydaje mi się, że w tym jest największa siła tej historii.

To znaczy, że jest to opowieść, w której możemy dostrzec tę taką niejednoznaczność, i pozwolić sobie na wgląd do świata, który wydaje się czasami może, nie wiem, zbyt codziennym, może zbyt naznaczony nieważnością. Magda odkrywa dla nas ważność tych doświadczeń i w swojej historii umożliwia nam z jednej strony taki realistyczny opis tego, co dostrzegamy na tle licznych polikryzysów, a z drugiej strony też pozwala nam wejść do świata specyficznego języka bohaterki, który w dużym stopniu odróżnia jej styl pisania od tego, jak czasami w język realistyczny łapane są problemy kobiet. Natomiast nie jest to książka tylko o perspektywie kobiecej, tylko o perspektywie powiedziałabym – społecznej.

Sama Magdalena jest też ciekawą osobą ze względu na jej inne doświadczenia literackie. Wydała już wcześniej reportaż Złotego Rakija, reportaż o Bułgarii, natomiast w prozie zupełnie odbija od tego, z czego dała się poznać wcześniej i w związku z tym w naszym rozpoznaniu w biurze jest autorką, która potrafi zmieniać zarówno język opisu, perspektywę, jak i też jest bardzo wszechstronna i dużo widzi.

Fragment ze „Strony A, Strony B nr 101”.

Tak o książce napisała Monika Długa, God Save the Book:

Mówi, że pisze książkę o swoim życiu i jestem jej ciekawa, bo tylko takie książki czytam, które nie są eskapistyczne, a życie zwielokratniają.

Mało w polszczyźnie jest słów tak pojemnych znaczeniowo jak słowo „matka”. Nie dziwi zatem fakt, że w „Złodziejce matek” odmienia się je przez wszystkie przypadki. Nie jest to jednak gramatyka macierzyństwa w pigułce, poradnik dla początkujących rodziców, który podaje na tacy algorytm macierzyństwa. To przede wszystkim literacka próba zmierzenia się z indywidualną figurą matki – własnej, cudzej, skradzionej, wypożyczonej, niedoskonałej, zdradzonej, w końcu doświadczanej przez własne macierzyństwo. I choć w momencie największej desperacji bohaterka próbuje ukłuć przepis na rodzicielkę: Z każdej coś ukroję, dodam drożdży, dużo drożdży i upiekę sobie matkę karpatkę-falę Dunaju-matkę-sałatkę, to jednak w przypadku „namacalnej/realnej matki” sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana.

„Złodziejka matek” to sensualna, przejmująca opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości. O dorastaniu w latach 90., które właśnie tą tożsamość zwielokrotniały. O samotności w czasach dobrostanu i kryzysu klimatycznego. I o lęku, i próbie przezwyciężenia fatum „braku przynależności”, zakotwiczeniu się w rolach na własnych warunkach i zasadach.

Fragment tekstu Macieja Jakubowiaka „Potrzeby prozaiczne” o poznańskich pisarzach, który ukazał się w czasopiśmie internetowym Dynks:

Gdzieś pomiędzy tymi skłonnościami – do wyrazistości i do detalu – mieści się „Złodziejka matek” Magdaleny Genow (Biuro Literackie). Skądinąd to jedyna w tym gronie pisarka, która nie jest ścisłą debiutantką, bo w 2019 roku ukazał się jej reportaż „Bułgaria. Złoto i rakija”. W jej debiucie prozatorskim styl momentami zbliża się do poetyckiego zagęszczenia, ale całkiem wyraźna jest tu też linia fabularna. Akcja powieści toczy się w dwóch planach czasowych. W tym współczesnym młoda kobieta, matka dwójki małych dzieci, próbuje negocjować swoją autonomię: z mężem, z teściami, z całym światem, i jakoś nawigować wśród nierzadko sprzecznych wymagań współczesnej klasy średniej. Satyryczne momenty tej opowieści przypominają trochę pisanie Aleksandry Kasprzak, ale „Złodziejce matek” chyba najbliżej do głośnej swego czasu książki Natalii Fiedorczuk-Cieślak „Jak pokochałam centra handlowe”.

W powieści Genow sprawy komplikuje fakt, że dzieciństwo bohaterki zostało naznaczone przez nieobecność matki cierpiącej na chorobę dwubiegunową. Tego dotyczy drugi plan czasowy, któremu z kolei blisko do prozy Marty Maciejewskiej. Sporo tu jest niepozornych zdarzeń o wielkim znaczeniu, sporo bolesnych zderzeń z rzeczywistością, ale też niemało namacalnego konkretu służącego za szkielet dla wspomnień. „Złodziejka matek” jest niewątpliwie najbardziej poznańską z tych książek. Nie tylko jej akcja toczy się w Poznaniu, ale sama topografia miasta i okolic odgrywa tu niemałą rolę. Istotne jest choćby napięcie między dzieciństwem spędzonym w centrum, duszną atmosferą stabilizacji w podmiejskiej Rakowni i próbą samodzielności „na osiedlu Tarasy Warty”.

Poznańscy są też teściowe bohaterki („Grzybnie ich rodów oplatały Poznań od dziesięcioleci”) i poznański jest sposób zalewania kawy przez babkę („po wypiciu zalewała kilka razy wrzątkiem, żeby fusy się nie zmarnowały”).

Tutaj fragment książki przyczytamy na Transporcie Literackim w Kołobrzegu (17:23)

Umowa wydawnicza w praktyce
Jul Łyskawa

Od dzikich najntisów na poznańskiej Wildzie po thermomixową współczesność – Genow korzysta z szerokiego rejestru języków literackich (od werytyzmu po poetycką, dendrologiczną metafizykę), aby opowiedzieć o nieustannym przenikaniu się życia ze śmiercią, ludzkiego ze zwierzęcym (i roślinnym!) oraz przeszłości z teraźniejszością w czasach, gdy kilkuletnie dzieci złodziejki matek mogą być nie tyle kolejnym pokoleniem, ile pokoleniem ostatnim.

Natalia Szostak tvn24.pl, “Książki. Magazyn do czytania”

Matkę można ukraść, można też sprzedać lub kupić. Nie można tylko przestać o niej myśleć, szczególnie gdy urodzenie własnego dziecka odblokowuje wspomnienia. Powieść Magdaleny Genow łączy żywioły: jest tu i poetycki język, i fizyczność we wszystkich jej przejawach. Są dzieciństwo i narodziny do roli matki. Są tęsknota za bliskością i potrzeba niezależności. Bardzo cielesna to proza, pisana z samego wnętrza. Może dlatego tak mocno porusza.

Joanna Hajduk, asiaqwert

Jest to książka dosadna, prawdziwa, życiowa! Przemyślana w każdym detalu. Tutaj nic się nie dzieje przypadkowo! Każdy tytuł rozdziału, chociaż wydaje się oderwany od rzeczywistości, idealnie odzwierciedla przesłanie autorki. To książka, który zmusza do refleksji, do zastanowienia się nad naszym życiem. Ile razy poszukiwaliśmy siebie? Chcieliśmy gdzieś przynależeć? Czy to do grupy uczęszczającej na jogę, czy posiadającej Thermomixa 😉 Jedyne co mogę powiedzieć - CZYTAJCIE! Warto spędzić z nią czas!